czwartek, 30 maja 2013

Mimo wszystko chcę dalej iść do przodu...

Dzień 1.
Jest coraz bardziej beznadziejnie. Mój pierwszy dzień w Polsce. Jest dziwnie . Tak obco. Nie znam tu zupełnie nikogo. Sąsiedzi patrzą się na mnie jak na ufoludka . Przyznaje może miasto jest całkiem ładne, ale nadal nie mogę zapomnieć o moim starym domu. Kocham Paryż . Mam nadzieję, że przyzwyczaję się do tego miejsca. Poznam ludzi i będzie okej. Co do Brayan'a... hmm... nie wiem co myśleć . Byliśmy razem 3 lata . Tak to długo jak na takich gówniarzy jak my. Kocham go nadal. Ciekawe jak on sobie teraz radzi. Może i miał racje. Związki na odległość są trudne...ale... gdyby mnie kochał to byłby mimo wszystko. Nie wiem . Zaraz idę do szkoły. Tak . Mój pierwszy dzień także w nowej szkole. Boję się i to bardzo. Co mi na dobre wyjdzie to to, że znam francuski i nie będę miała z tym problemu hehe. Moja prababcia była Polką dlatego też rodzice chcieli żebym zaczęła uczyć się Polskiego. Na początku szło mi okropnie. Polski jest bardzo twardym językiem. Ale z czasem opanowałam go do perfekcji.  

                                                                                                                  -Kelly .xx.

Nie wiem co mnie podkusiło żeby zacząć pisać pamiętnik. Szesnastolatka z pamiętnikiem haha a to ci dopiero. No, ale chyba mam za dużo czasu wolnego. We Francji chodziłam na siatkówkę, a tutaj jeszcze nie wiem co będę robić. Na razie spróbuję ogarnąć szkołę i tak dalej, a dopiero później zacznę myśleć nad zajęciami pozalekcyjnymi. 
No to tak jak już opisywałam w pamiętniku zaraz idę do szkoły. Strasznie się stresuję. Nie wiem jak to będzie. Nie wiem jak odbiorą mnie moi rówieśnicy z klasy. Po prostu się boję .
-Kelly ! Jesteś już gotowa? -zawołał damski głos z parteru. Moja mama oczywiście.
-Tak!-wykrzyczałam tak żeby mnie usłyszała. Wzięłam plecak i zarzuciłam go na jedno ramię. Zbiegłam na dół.
-I jak ? Stresik jest? -zapytała moja mama wyciągając w moją stronę kanapki. Wzięłam je od niej i włożyłam do plecaka.
-Trochę . -odpowiedziałam krótko ponownie zarzucając plecak na ramię.
-Kochanie. Nie ma się czego bać . -pocieszała mnie.
-Mamo . Jestem dużą dziewczynką poradzę sobie. Nie musisz mnie traktować jak dziecko. -odpowiedziałam z uśmiechem do rodzicielki. Ta odwzajemniła to tym samym. Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do auta. 

Jadąc patrzałam na to co mijałyśmy. Kawałek morza, kilka bloków mieszkalnych, nowa firma mojego ojca i w końcu szkoła. Był to duży budynek. No oczywiście nie tak duży w porównaniu do szkoły do której chodziłam we Francji. Wyszłam z auta. Idąc chodnikiem w kierunku drzwi wejściowych spojrzałam jeszcze na mamę . Pomachała mi. Odmachałam. Weszłam do środka. Gromadziło się tam pełno uczniów. Wszyscy robili to co chcieli, chodzili jak chcieli . Byli bez mundurków. W Francuskiej szkole byłby to niedopuszczalne, ale widać tutaj jest to całkiem normalne. Wyciągnęłam z kieszeni karteczkę z planem lekcji. Przeczytałam .
1 lekcja -matematyka sala numer 12. Rozejrzałam się wokół. Sala numer 1 potem 2.. 3 i tak kolejno aż zauważyła salę numer 12. Siedziało przed nią kilka osób. Gdy podeszłam bliżej kilku uczniów się na mnie spojrzało. Dwie dziewczyny coś do siebie szeptały. Nagle poczułam szarpnięcie. Upadłam. Odwróciłam się i zobaczyłam roześmianego chłopaka o dłuższych blond włosach i mocno niebieskich oczach. Nie wiem czemu, ale gdy na kogoś patrzę to pierwsze co robię próbuję rozszyfrować kolor oczu. Chłopak ocknął się i spojrzał na mnie zmieniając swój wyraz twarzy na przerażenie.
-Nic ci nie jest? -zapytał pomagając mi wstać . Jego głos brzmiał dojrzale.
-Nie, wszystko w porządku -odpowiedziałam otrzepując kolana.
-Przepraszam . -powiedział krótko.
-Nic się nie stało. -uśmiechnęłam się miło spoglądając na niego.

-Jestem Bartek, a ty ... ty jesteś nowa tak? -zwrócił się do mnie znowu.
-Tak, jestem Kelly. -przedstawiłam się. Chłopak spojrzał na mnie dziwnie.  Odwzajemniłam to tym samym.
-Coś nie tak?-zapytałam.
-Kelly ? Serio? To jakaś ksywka od Kasia? Kornelia? -próbował zgadnąć.
-Nie Kelly to moje imię . Nazywam się Kelly Doson .-odpowiedziałam . Zachowywał się jak by moje imię było jakieś z kosmosu.
-Jesteś Polką ?-zapytał zaciekawiony.
-Nie -odpowiedziałam.
-A no tak też myślałem . Amerykanka, Angielka, Niemka? -znowu bawił się w zgadywankę .
-Francuzka . -rzekłam.
Chłopak miło się uśmiechnął .
-Chyba jesteśmy razem w klasie . -powiedział.
-3c? -zapytałam
-Tak . -odpowiedział.
-Fajnie kogoś znać . -zaśmiałam się .
Chłopak znowu posłał mi swój uśmiech. Nagle podbiegła do nas jakaś dziewczyna. Brunetka . Miała zielone oczy i długie włosy. Naprawdę były długie .
-Baaarteeek ! Kiedy masz turniej ?! Mów dostałeś się !?-pytała podekscytowana. Ciekawe, dokładnie jak mój ojciec gdy tu przyjechaliśmy.
-Cześć Kamila. No pewnie! Jutro jest turniej . Przyjdziesz? -chyba się upewniał.
-No a jak bym mogła nie przyjść ! -odpowiedziała prawie krzycząc.  Chłopak uśmiechnął się do niej . Co on ma z tym uśmiechem . Wiecznie tylko szczerzy zęby. No nie ważne.
-A to kto? -zapytała patrząc na mnie.
-Jestem Kelly -przywitałam się.
-O cześć jestem Kamila. Jesteś nowa? -zapytał miło .
-Tak . -odpowiedziałam .
-No to teraz znasz już dwie osoby. -zaśmiał się Bartek .
-Całkiem nieźle jak na początek - zaczęłam się śmiać.  Zadzwonił dzwonek.  Po chwili wszyscy weszliśmy do klasy. W sumie było nas 30.  Pani z matematyki była także naszą wychowawczynią więc przedstawiła mnie klasie. Oznajmiając także, że nie pochodzę z Polski tylko z Francji.
Usiadłam do ławki. Siedziałam sama. Bartek i Kamila siedzieli razem. Co jakiś czas spoglądali na mnie a ja na nich. Nagle dostałam jakąś karteczkę od jakiejś dziewczyny. Otworzyłam zgięty kawałek papieru i przeczytałam. 

''ŻABOJAD'' . Zrobiło mi się przykro. Nie minęło kilkanaście minut lekcji a takich karteczek na ławce uzbierało mi się aż 10! Co ona do mnie ma . Nawet nie wiem jak ma na imię, a już mnie ocenia. Nie zna Francuskiej kultury . Równie dobrze mogłam ją nazwać pijakiem, ale mam w przeciwieństwie do niej rozum . Mimo wszystko zrobiło mi się cholernie smutno.
-Przepraszam? Mogę iść do toalety? -zapytałam matematyczki.
-Tak, proszę . -odpowiedziała przerywając na moment pisanie przykładów na tablicy.
Bartek i Kamila spojrzeli po sobie. Sprawa jest oczywista co tam robiłam po za załatwieniem się . Musiałam odreagować zaczęłam płakać . Wróciłam do sali na koniec lekcji. Spakowałam książki i wszystkie te karteczki. Zadzwonił dzwonek i wyrzuciłam je do kosza. Jedna z nich mi wypadła. Podniósł ją Bartek i przeczytał .
-Idioci -mruknął pod nosem . Nic nie powiedziałam .
-Ale chyba się tym nie przejmujesz? -zapytał miło.

-Nie-skłamałam.
-To dobrze. -odpowiedział . 

Po chwili dołączyła do nas Kamila.
-Słuchaj może wpadniesz jutro z Kamilą do mnie na turniej ?-zapytał Bartek .
-Jaki turniej ? -zdziwiłam się . 

-Bartek tańczy . -odpowiedziała za niego Kamila.
-Głównie Hip-Hop . -uśmiechnął się .
-No sama nie wiem ...
-No eej co będziesz robić w domu. Pooglądamy Bartka jak tańczy. Mówię ci jest świetny. -próbowała przekonać mnie długowłosa brunetka.
-No w sumie czemu nie. -odpowiedziałam .
-To super! Masz mój numer ... podaj mi swój a ja do ciebie zadzwonię jutro rano . Turniej jest o 14.00 -okej . Podałam dziewczynie mój numer i poszliśmy na następne lekcje.

Ostatnią lekcją była Biologia. Potem już tylko wyszłam ze szkoły żegnając się z nowymi znajomymi. Wydawali się mili. Przyjechała po mnie mama. Wsiadłam do auta.
-No i jak?-zapytała zaciekawiona.
-Co jak? 

-No jak w nowej szkole?
-Całkiem w porządku. -odpowiedziałam .
-Poznałaś kogoś fajnego?
-No tak. Bartek i Kamila -rzuciłam krótką odpowiedź .
-A jak klasa? -i w tym momencie przypomniały mi się te wredne karteczki z napisami ''żabojad''.
-Jedźmy do domu -odparłam . 

Ruszyliśmy . 


Wszystko wydaje się takie nowe ... takie inne. Szkoła? Nie ma w niej dyscypliny każdy robi co mu się żywnie podoba. Każą ci wkuwać nawet jeśli czegoś nie rozumiesz. Bezsensu . Przynajmniej poznałam kilka fajnych osób. Kamila i Bartek . Wydają się całkiem w porządku. Jutro idziemy razem na turniej Bartka. Tańczy hip-hop. Mam nadzieję, że będzie całkiem przyjemnie. Co do klasy to... dzieciaki. Tylko tyle powiem. Skoro ja jestem żabojad to ty jesteś pijak ! I jesteśmy kwita.
                                       Mimo wszystko chcę dalej iść do przodu. 

 -Kelly .xx.
_____________________________________________________________
Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Jeśli już to czytasz zostaw komentarz, bo to bardzo motywuję . Jeśli chcecie się podzielić swoimi blogami to podawajcie linki. xx
/Roxanne

środa, 29 maja 2013

Prolog

-Kelly! Szybciej, bo spóźnimy się na samolot ! -usłyszałam głos mojego ojca.  Pośpiesznie wzięłam jeszcze torbę podręczną i zbiegłam na dół. Nim to jednak zrobiłam rozejrzałam się jeszcze ostatni raz po moim pokoju. Kochałam go . Nie chciałam nigdzie wyjeżdżać . Podeszłam do okna z dużym parapetem, który był już pusty . Wcześniej leżało tam kilka poduszek i mięciutki materac. Uwielbiałam w szaro bure dni patrzeć się na panoramę Paryża. Mieszkałam praktycznie w jego centrum więc miałam widok na wieżę Eiffla .
Nie rozumiałam tego co się działo. Przecież wychowałam się we Francji. Mam tu przyjaciół, resztę rodziny, chłopaka... Tylko dla jednego głupiego trzyletniego kontraktu mojego ojca wyprowadzamy się bardzo daleko. Do Polski. Słyszałam dużo o tym kraju. Widziałam wiele zdjęć. Jest tam naprawdę ładnie . Nie znam tamtejszych ludzi więc nic nie mogę o nich powiedzieć no, ale Gdańsk, bo właśnie tam się przeprowadzam wydawał się całkiem ładny, ale moim zdaniem nic nie równa się z Francją z Paryżem. Nie chcę wyjeżdżać . Chcę tu zostać ! Dlaczego ja nigdy nie mam nic do gadania. Ostatnie spojrzenie na mój mały kącik i koniec. Zeszłam na dół.
-Jesteś w końcu!-powiedział mój tata. Mama już dawno siedziała w aucie i właśnie zaczynała czytać jakąś książkę. Spojrzałam tylko na ojca.
-Wsiadaj, no już wsiadaj! -pośpieszał mnie ciągle . Był strasznie podekscytowany. Popatrzałam bykiem na niego i niechętnie wsiadłam do dużej, czarnej limuzyny.  Mój ojciec jest znanym na całym świecie przedsiębiorcą czy coś . Ma własną firmę i kilka innych oddziałów w różnych państwach świata.
-Zobaczysz spodoba ci się !-powiedział podekscytowany jak wtedy gdy wsiadaliśmy do auta.
-tak, na pewno. -odpowiedziałam obojętnie patrząc w szybę samochodu.
-Znasz dobrze Polski. Z tym nie będziesz miała problemu żeby się porozumieć. Kupiłem bardzo ładną willę w centrum Gdańska. Spodoba ci się . Będzie jak we Francji. -tłumaczył spoglądając co jakiś czas do lusterka. Zraz zaraz czy tylko mi się wydawało, że on porównał Paryż do Gdańska. ,,Będzie jak w Paryżu'' to jakieś kpiny. Po raz setny to chyba wspominam nic nie równa się z Paryżem . NIC. Przekręciłam oczami i włożyłam słuchawki do uszu . Włączyłam mp3 i zaczęłam słuchać muzyki.

**Na lotnisku**
Wysiadłam z auta . Szofer wziął nasze bagaże i zaraz mieliśmy ruszyć pierwszą klasą do Polski. Odprawa bla bla bla i w końcu wsiedliśmy do samolotu. Słuchając muzyki w pewnym momencie dostałam sms'a .
Gdy przeczytałam to miałam już naprawdę wszystkiego dość serdecznie . Ten wyjazd popsuł mi wszystko. Naprawdę zależało mi na Brayan'ie . Byliśmy razem od 3 lat . Wszystko prysło jak bańka mydlana . Mam już dość . Dolecieliśmy. Byłam jeszcze bardziej przybita niż kilka godzin temu. Rodzice zignorowali mój humor . Genialnie. Zaczęliśmy się rozpakowywać i oglądać dom . Przyznaje ładny był, ale żeby się już nie powtarzać powiem tylko tyle . Nigdy nie zmienię zdania co do Francji. Tam zawsze był i zawsze będzie mój dom.
___________________________________________________________________________
Część i czołem. Oto dodaje prolog . Zaczynam opowiadanie . Mam nadzieję, że będziecie czytać . Bardzo mi zależy na komentarzach . Pozdrawiam Roxanne :*